Zespół Szkół w Kłaju
Start Artykuły Archiwum Galeria Wtorek, Wrzesień 18, 2018
Nasza Szkoła

Witamy
na stronie
Szkoły Podstawowej
i Publicznego Gimnazjum
im. ks. Jana Twardowskiego
w Kłaju
 Kłaj, tel. (012) 284-11-76
powiat wielicki
woj. małopolskie
spklaj@poczta.onet.pl
dyrektor@spklaj.edu.pl
Nawigacja
Menu strony
  Start
  Artykuły
  Download
  Galeria
  Mapa strony
  Archiwum

Rekrutacja rok 2015/16 (pliki pdf)
  Rekrutacja do Gimnazjum w Kłaju
  Rekrutacja do Szkoły Podstawowej w Kłaju
  Wniosek o przyjęcie do gimnazjum
  Wniosek o przyjęcie do szkoły podstawowej
  Zgłoszenie ucznia do gimnazjum
  Zgłoszenie ucznia do szkoły podstawowej

Zestaw podręczników rok szk. 2016/2017 (pdf)
  Zestaw podręczników sp i gimnazjum

Logopedia

WSPOMNIENIA WŁADYSŁAWA DESPETA

WSPOMNIENIA WŁADYSŁAWA DESPETA

(SPISANE Z ORYGINAŁU)

 

       Jako były żołnierz lotnictwa II wojny światowej, który najwcześniej i najdłużej walczył
z wrogiem w najtrudniejszych chwilach historii, [po] tułaczce po świecie w służbie dla Ojczyzny, [dla] Izby Pamięci przy Szkole [Podstawowej] nr 2 w Braniewie, pragnę podzielić się moimi wspomnieniami.

 

       Urodziłem się 29 lipca 1907 roku w Kłaju koła Krakowa. Po zdaniu matury [w] czteroletniej Szkole Ekonomiczno-Handlowej w Krakowie i ukończeniu Instytutu Administracyjno-Gospodarczego w Krakowie, poświęciłem się służbie zawodowej w lotnictwie. W roku 1928 powołany zostałem do służby w 2 Pułku Lotniczym 121 Eskadry Myśliwców w Krakowie. W roku 1930 ukończyłem Szkołę Pilotów w Bydgoszczy. Po powrocie do 2 Pułku Lotniczego  przydzielono mnie do 123 Eskadry Myśliwców, a 26 sierpnia 1939 r. nasza eskadra  przeniesiona została pod Warszawę i weszła w skład Brygady Pościgowej, [którą utworzono w celu] obrony Warszawy. Zaraz w pierwszym dniu walki tj. 1 września 1939  ponieśliśmy duże straty zwłaszcza w sprzęcie. Zginął dowódca eskadry kapitan pilot M. Olszewski, a porucznik pilot Szyszka ranny uratował się na spadochronie. Z walk powietrznych wracały samoloty postrzelone, wymagające dłuższej naprawy,  czego w warunkach polowych mechanicy nie nadążyli remontować, a nowych samolotów nie dostawaliśmy, tak że [pilotów] było [wystarczająco], tylko nie było na czym latać. Ze zbliżającym się frontem pod Warszawę, w szóstym dniu wojny, nasza brygada przeniosła się pod Lublin i następnie na Wołyń. Tu  dał się odczuć zupełny brak paliwa, nie było na [czym] latać. Następnie brygadę przeniesiono pod Śniatyń, gdzie 17 września 1939 r. zakończyła ostatni swój bój w kampanii wrześniowej.

        W dniu 17 września 1939 otrzymaliśmy rozkaz przekroczenia granicy rumuńskiej. Było już ciemno, gdy przekroczyłem granicę. Zatrzymano nas przy strażnicy po stronie rumuńskiej. Przyszedł tam najgorszy moment.

„Proszę złożyć broń” - [usłyszałem].  Z kabury wydobyłem pistolet, włożyłem do kieszeni, a kaburę [mu] oddałem. Tu nas internowano. Obóz był dla nas okrutną bezczynnością. Siedząc, zamknięci, śledziliśmy rozwój wydarzeń, [zbieraliśmy] informacje o rozszerzającej się wojnie. Gnębiła nas malaria. Pokładaliśmy we Francji duże nadzieje. W dniu 20 grudnia 1939 udało mi się zbiec
z obozu i w mundurze lotnika polskiego udałem się w pełną przygód podróż do portu Konstanca. Społeczeństwo rumuńskie chroniło nas przed policją, ukrywało, przestrzegało [ostrzegało], sprzedawało ubrania cywilne. Do Konstancy dojechałem własnym [transportem], gdzie [i tam]
w polskim konsulacie otrzymałem paszport z wizą do Syrii. W dniu 2 grudnia 1939 r. opuściłem Rumunię okrętem Dacia. Przez Morze Czarne dostałem się do Bejrutu, a po krótkim tam pobycie odpłynąłem przez morze Śródziemne do Marsylii, a następnie odesłano nas do obozu za drutami- gdzie przebywali komuniści w wojny hiszpańskiej- w Septfonds. Warunki bytowe były fatalne, głód, zimne baraki z desek bez podłogi, błoto, prycze z cienkimi siennikami [ze] słomy, bez żołdu. O umundurowaniu nie było mowy, nosiliśmy łachy podłego gatunku kupione w Rumunii. Normalnych zajęć nie było, bo i być nie mogło. Poranna gimnastyka polegała na wyprawach

w okoliczne wioski po zapasy drzewa do barakowych piecyków. Włóczyliśmy się po obozie albo zabijali czas grą w karty i szachy. Początkowy okres dał się we znaki, niekorzystnie wpłynął na samopoczucie i dyscyplinę wojskową. Wszelkie interwencje u władz francuskich o polepszenie bytu pozostały bez skutku. Sprawą wojny Francja zupełnie się nie przejmowała, wierzyła w fortyfikację Linii Maginota a (zresztą) mówili Francja to nie Polska. W marcu 1940 r. podpisano umowę francusko-polską w sprawie Polskich Sił Powietrznych we Francji, zarysowały się perspektywy poprawy. Zgodnie (z) zawartą umową polsko-brytyjską ustalono, [że] 300 pilotów i 2000 personelu technicznego przenosi się do RAF w Anglii, reszta zaś pozostanie we Francji. Ja znalazłem się w grupie na wyjazd do Anglii. Na początku maja 1940 r. w porcie [Le Havre] wsiedliśmy na okręt angielski atakowani przez łodzie podwodne, dopłynęliśmy do Wysp Brytyjskich. Była to dla nas Wyspa Ostatniej Nadziei. Przywieziono nas na lotnisko Manston koło Londynu. Najpierw był etap wstępny, nauka języka angielskiego i samoloty, prowadzone w szybkim tempie. Ze względu na stałe bombardowanie tego lotniska a tym samym przeszkadzanie w szkoleniu, zostaliśmy przeniesieni na zachodni brzeg środkowej Anglii do Blackpool, był to duży ośrodek szkolenie lotników polskich. Po czteromiesięcznym przeszkoleniu zostałem przydzielony do Szkoły Pilotów w Hucknall. Tu przydzielono mnie do kontroli technicznej samolotów. Z racji tych obowiązków dużo latałem przy oblatywaniu wyremontowanych samolotów.

Pod koniec 1942 r. zostałem przeniesiony do 306 Dywizjonu Myśliwskiego na lotnisko Heston koło Londynu jako zastępca oficera technicznego. Wspólnie z oficerem technicznym byłem odpowiedzialny za stały stan gotowości bojowej od 15 [do] 18 samolotów myśliwskich typu Spitfire uzbrojonych w 2 działka i 4 karabiny maszynowe o prędkości 650 km na godz. Do wykonania tego zadania dysponowaliśmy personelem ziemnym około 170 różnego zawodu. Po słynnej bitwie o Anglię, w której wspaniałe zwycięstwa odniosły nasze dywizjony nr 302 i 303 i dzięki wygranej w tej bitwie, groźba inwazji na Wielką Brytanię została odsunięta, śmiertelne niebezpieczeństwo zlikwidowane, ale w dalszym ciągu trwały zacięte walki powietrzne nad brzegami Francji, Belgii i Holandii. Dzień w dzień noc w noc angielskie miasta były atakowane przez hitlerowskie bombowce tysiącami bomb. Miasta były w gruzach. Między innymi dywizjon 306- z którego się wywodzi as lotnictwa polskiego płk. pil. Stanisław Skalski- startował nieraz kilka razy dziennie do powietrznych zmagań z przeważającymi siłami wroga, odnosząc wspaniałe zwycięstwa, ale nie  odbyło się bez własnych strat Po walkach powietrznych piloci wracali przestrzelonymi poszarpanymi samolotami, dziury w kadłubach, skrzydłach, bez części steru, uszkodzone silniki itd. Samoloty te wymagały poważnych remontów fabrycznych
lub [przeznaczenia] na złom. Mechanicy nasi dokonywali prawdziwych cudów, [uszkodzonych samolotów] nie odsyłano do fabryki [lecz] naprawiano na miejscu pod nadzorem oficera technicznego w warunkach polowych, nieraz przy wybuchu bomb i pocisków. Dzięki wytężonej pracy mechaników samoloty te po kilku dniach znowu startowały do walki. Na wiosnę 1944 r. przeniesiono mnie do 303 Dywizjonu Myśliwców, a następnie do 131 Skrzydła Myśliwskiego, w dziedzinie technicznej. Niemców [było] coraz mniej w powietrzu. Przeniesiono nas na lotnisko polowe nad Kanał La Manche. Dywizjony nasze latają na atakowanie pociągów nieprzyjaciela, gniazd artylerii i karabinów maszynowych, zwalczanie bomb latających V-1, eskortowanie bombowców, które okładały bombami brzeg francuski- miejsce lądowania inwazji a następnie osłanianie wojsk inwazyjnych. Były to chwile dużego wysiłku i poświęcania się zwłaszcza personelu technicznego. Brałem udział w inwazji na Francję, następnie o wyzwolenie Belgii i Holandii. - 8 maja 1945 r.  radio BBC nadało historyczne i radosne słowa – wojna zakończona.

Polskie Siły Powietrzne w Wielkiej Brytanii rozwiązane zostały 1947 r. Personel zarówno latający jak i techniczny częściowo wrócił do kraju, częściowo pozostał w Anglii, [a] częściowo rozproszył się po całym świecie. Ja jako oficer techniczny lotnictwa miałem korzystne propozycje pozostania w Anglii i pracowania w przemyśle lotniczym. Z tej propozycji zrezygnowałem. Po kilkuletniej tułaczce po świecie, walkach na różnych frontach, których najlepsze lata życia swego poświęciłem walce o niepodległość Ojczyzny, w dniu 19.VIII.1947 r. powróciłem do Polski.  Chociaż wyczerpany przeżyciami, tułaczką po świecie, zaraz włączyłem się w rytm odbudowy kraju. Jednak życie moje nie układało mi tak, jak sobie marzyłem jako zwycięzca.

W Polsce Ludowej przepracowałem 19 lat w Mechanizacji Rolnictwa w Krakowie. W roku 1967 przeszedłem po łącznej pracy [przez] 39 lat na rentę a następnie na emeryturę.

            Możemy z dumą powiedzieć, że nasza krew i trud żołnierski nie poszedł na darmo, jest Polska wolna niepodległa i ludowa.

 

Braniewo 15.III.1976

Despet Władysław ppor. tech. lotnictwa

 

Dodane przez adinfo dnia maj 12 2015 12:20:57 0 Komentarzy 1404 Czyta Drukuj
Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Władysław Despet
O projekcie O projekcie
Album fotografii Album fotografii
Opowiadania uczniów Opowiadania uczniów
Oryginalne zapiski Oryginalne zapiski
Wspomnienia Władysława Despeta Wspomnienia Władysława Despeta
Dziupla czytaczy
Regulamin Regulamin
Artykuły Artykuły
Szkoła Podstawowa w Kłaju Copyright © 2005
2290895 Unikalnych wizyt

Powered by PHP-Fusion v6.01.19 © 2003-2005